KAsia miala masaz tajski po ktorym wyszla na czworakach (do tylu) :((( wiecej nie biore :(
Chiang Rai byloby malo interesujace gdyby nie nasze fanatstyczne szczescie. Trafilysmy na doroczne swieto Yi Peng- Loy Krathong. (kto nie wie niech sprawdzi: http://www.google.com/) Bylo pieknie, fantastycznie, wzruszajaco.
BArdzo sie na m podobalo.
Jest to swieto rzeki, rzeke sie pzreprazsa za pomoca puszcaenia wianka z trociczkami i swieczka (puscilysmy :)). PAnowie stoja w wozdie po pas i odbieraja wianki od ludzi i puszczaja je na Mekong. CAle tlumy wiankow z lotosu,bambusa, storczykow i innych kwiatow plyna Mekongiem.
Doadtkowo puszca sie ogromne papierowe balono- lampiony nagrzewajac je jak balon. Miliony palacych sie lampionow plyna w powietrzu. Cale rodziny przychodza puscic swoje problemy z dymem liczac na szczescie.
No comments:
Post a Comment